Kilka refleksji po kolejnym rejsie

Wczoraj zakończyliśmy kolejny, tygodniowy rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich. Od dłuższego czasu organizujemy to dwa razy w roku – w maju i pod koniec sierpnia lub na początku września. Każde „żagle” to jednocześnie nowe spostrzeżenia i powody do refleksji. Co oczywiste, jeziora stają się coraz bardziej „zmotoryzowane”, mimo to żaglówek nie brakuje.

Za sprawą pogody ten rok był jednym z najgorszych dla gestorów przyjeziornej bazy turystycznej wraz z wypożyczalniami łodzi. Rzuca się też w oczy fakt, że ci, którzy kiedyś byli pierwsi i najnowocześniejsi jako właściciele floty teraz nierzadko są daleko w tyle. Muszą niestety iść z duchem czasu i unowocześniać swoje żaglówki, choćby o stery strumieniowe

Niepokoją nieco niektóre ekomariny, które kilka lat temu były tu symbolem nowoczesności i komfortu. Teraz zauważa się w nich oznaki niechlujstwa, zwłaszcza jeśli idzie o sanitariaty. Do tego dochodzi mniejsza liczba kei gościnnych w Giżycku, ponieważ większość to baza dla rezydentów.

Do pozytywów można zaliczyć marinę Zanzibar na Tałtowisku. Dobry poziom trzyma port w Sztynorcie i mała marina przy Tałtach.

Znacznie wygodniej niż przed dwoma laty płynie się po wyremontowanych kanałach, m.in. po Niegocińskim i na odcinku od Szymońskiego do Mioduńskiego, Grunwaldzkiego i Tałckiego.

Natomiast ceny za cumowanie na ogół nie są porażające.

Kolejny nasz rejs w maju przyszłego roku.

M.S.

Powiązane artykuły